Maj
15
2007

Zmiana lotu

Pierwotnie ten blog miał służyć całkiem innym, bardziej naukowym celom. Nikt z nas jednak nie przewidywał, że już wkrótce nasze życie miało zmienić swój bieg, choć nawet teraz trudno jeszcze powiedzieć o ile stopni.

8 Maja 2007 urodził się nasz drugi syn – Marcinek. Choć pojawienie się naszego maluszka na świecie określała data cc wyznaczona na 19.05 to jednak nasz maluszek zdecydował, że wcześniejsza data 8.05 będzie bardziej stosowna. Ta decyzja zastała nas „z ręką w nocniku”, a konkretnie mnie w górach, a Lusi w Katowicach. Jeden telefon i już byłem na miejscu. Nasz Opelek nie wyczuł jednak powagi sytuacji i Lusi pomiędzy jednym skurczem, a drugim dzielnie pomagała mi zapinać linkę holowniczą o 2.00 w nocy. Później pośpieszne pakowanie w domu i jakiś tam krótki sen. Rano, o 9.30 Lusi leżała już na bloku operacyjnym. O 10.02 urodził się Marcinek!

Żadne z nas nie było wtedy przygotowane na wiadomość, która w jednym momencie zatrzymała pędzący tego dnia jak rozpędzona 100-tonowa lokomotywa bieg wydarzeń w miejscu – „Ma pan syna…ale są komplikacje…maluszek urodził się z cechami zespołu Downa„. I choć lekarz starał się jak mógł wytłumaczyć wszystkie możliwe aspekty, które pozwoliłyby w tym momencie mniej emocjonalnie przyjąć tą informację, trudno było racjonalnej i chłodnej ocenie faktów opanować zwyczajne kołatanie serca.

Muszę przyznać, iż teraz, z perspektywy czasu stwierdzam, że reakcja organizmu w momencie otrzymania takiej wiadomości o wiele lepiej tłumaczy sens stanu emocjonalnego niż jakiekolwiek słowa. Z jednek strony słucham i staram się zrozumieć, przygotować. Z drugiej jednak, skoro umysł tak dziwnie spokojnie (szok?) przyjmuje kolejne wiadomości, dlaczego bijące serce zdaje się wyskoczyć z piersi. I choć może się to wydać dziwne ale uczucia, które mną wówczas targały były dalekie od przygnębienia czy desperacji. Nie istniało nawet sakramentalne „dlaczego?”, które tak często zadają sobie ludzie w momentach nieszczęść, którym nie mogą zapobiec. Wszystkie te „książkowe” reakcje i stany ustępowały innym obawom – Czy „ona” czuje się dobrze? Jak zniesie tą wiadomość? Na pewno nie będzie miała tyle siły po operacji? Czy serduszko i inne organy naszego maluszka pozwolą mu przetrwać te pierwsze chwile?

Taka reakcja wydawała mi się wtedy naturalna i zwyczajna. Teraz czytając literaturę przedmiotu wiem już, że scenariusz początkowy zwykle bywa czarniejszy, a ludzie nie tak znowu łatwo przyjmują takie wiadomości i do akceptacji dorastają czasami nawet latami. Można tylko dziękować Opatrzności, że Wiara, Nadzieja i Miłość zwyciężają niezmiennie od pierwszych chwil życia Marcinka nieustannie. Coś sprawiło, że w naszych sercach od samego początku więcej jest radości niż smutku, nadziei niż rozpaczy, miłości niż żalu o to sakramentalne, książkowe „a dlaczego nam się to stało?”. Mamy natomiast świadomość, że te rozterki dopiero przyjdą; świadomość, że do czasu ich pojawienia się musimy „ładować baterie” by starczyło ich na wszystkie chwile wyzwań, które postawi przed nami los.

Na razie cieszymy się każdego dnia, że Marcinek z nami jest i że jest cudownym darem, który z każdym dniem nabiera wartości.

Dopiero później natknęliśmy się na wspaniały tekst autorstwa Pani Emily Perl Kingsley pt. „Witamy w Holandii”, która prostą metaforyką tłumaczy to, co tak trudno wyrazić, a co w głębi serca cały czas czujemy. Emily Kingsley, matka Jasona, który urodził się (1974) z zespołem Downa, napisała ten tekst w roku 1987 jako refleksję po latach wychowania Jasona.

Dla tych, którzy potrafią docenić piękno języka Szekspira tutaj wersja oryginalna. Poniżej zamieszczam wolne tłumaczenie.

Często jestem proszona, aby opisać przeżycia związane z pojawieniem się w rodzinie dziecka niepełnosprawnego. Ma to pomóc innym ludziom, zrozumieć, jakie uczucia temu towarzyszą. A więc jest to tak:

Oczekiwanie na przyjście dziecka na świat można porównać do planowania wspaniałej, wymarzonej podroży do Włoch. Kupujesz wtedy mnóstwo przewodników i piszesz cudowny plan podróży. Zobaczysz Koloseum, posąg Dawida, popłyniesz wenecką gondolą. To wszystko jest bardzo ekscytujące. Po miesiącach przygotowań nadchodzi wreszcie ten wymarzony dzień, pakujesz bagaże i …. ruszasz w drogę.

Kilka godzin później samolot ląduje, a stewardesa wchodząc na pokład mówi: „Witajcie w Holandii”.

– „W Holandii ?” – mówisz -„Co to znaczy ? Przecież chciałam lecieć do Włoch, powinnam być teraz we Włoszech, całe życie marzyłam aby zwiedzić Włochy !”

-„Nastąpiła niespodziewana zmiana planów. Wylądowali Państwo w Holandii i musicie tu już zostać. Nie ma powrotu.”

A więc musisz tu wysiąść, kupić nowe podręczniki, nauczyć się całkiem nowego języka. Ale, z drugiej strony, spotkasz tu ludzi, których w innym przypadku nie miałabyś możliwości poznać.

Fakt, to całkiem nowe miejsce. Z pewnością inne niż Włochy, może mniej atrakcyjne i pociągające ale gdy już tu jesteś, wciągniesz pierwszy haust powietrza i rozejrzysz się dookoła zaczniesz nagle zauważać, że w Holandii są oryginalne wiatraki, rosną łany przepięknych tulipanów i że to z Holandii, a nie z Włoch pochodzi Rembrandt.

Gdy inni, których znasz będą wyjeżdżać i wracać z „twoich” wymarzonych Włoch, ty przez resztę życia będziesz mówić: „Tak, to tam właśnie miałam pojechać, tam planowałam być”. I żal z tym związany pewnie nigdy nie minie gdyż utrata marzeń jest najbardziej bolesna. Lecz jeśli spędzisz całe życie opłakując fakt, że nie dane Ci było dotrzeć do Włoch, nie dostrzeżesz w pełni jak pięknym krajem może być Holandia.”

Często jestem proszona, aby opisać przeżycia związane z pojawieniem się w rodzinie dziecka niepełnosprawnego. Ma to pomóc innym ludziom, zrozumieć, jakie uczucia temu towarzyszą.

A więc jest to tak:

Oczekiwanie na przyjście dziecka na świat można porównać do planowania wspaniałej, wymarzonej podroży do Włoch. Kupujesz wtedy mnóstwo przewodników i piszesz cudowny plan. Zobaczysz Koloseum, posąg Dawida, popłyniesz wenecką gondolą. To wszystko jest bardzo ekscytujące. Po miesiącach przygotowań nadchodzi wreszcie ten wymarzony dzień, pakujesz bagaże i …. ruszasz w drogę.

Kilka godzin później samolot ląduje, a stewardesa wchodząc na pokład mówi: „Witajcie w Holandii”.

– „W Holandii ?” – mówisz -„Co to znaczy ? Przecież chciałam lecieć do Włoch, powinnam być teraz we Włoszech, całe życie marzyłam aby zwiedzić Włochy !”

-„Nastąpiła niespodziewana zmiana planów. Wylądowali Państwo w Holandii i musicie tu już zostać. Nie ma powrotu.”

A więc musisz tu wysiąść, kupić nowe podręczniki, nauczyć się całkiem nowego języka. Ale, z drugiej strony, spotkasz tu ludzi, których w innym przypadku nie miałabyś możliwości poznać.

Fakt, to całkiem nowe miejsce. Z pewnością inne niż Włochy, może mniej atrakcyjne i pociągające ale gdy już tu jesteś, wciągniesz pierwszy haust powietrza i rozejrzysz się dookoła zaczniesz nagle zauważać, że w Holandii są oryginalne wiatraki, rosną łany przepięknych tulipanów i że to z Holandii, a nie z Włoch  pochodzi Rembrandt.

Gdy inni, których znasz będą wyjeżdżać i wracać z „twoich” wymarzonych Włoch, ty przez resztę życia będziesz mówić: „Tak, to tam właśnie miałam pojechać, tam planowałam być”. I żal z tym związany pewnie nigdy nie minie gdyż utrata marzeń jest najbardziej bolesna. Lecz jeśli spędzisz całe życie opłakując fakt, że nie dane Ci było dotrzeć do Włoch, nie dostrzeżesz w pełni jak pięknym krajem może być Holandia.”

Share
Pocztówka napisana przez magura w temacie: Marcinek
Naklejono znaczki:

17 komentarzy »

  • marecki

    …czytalem ze wzruszeniem. czytalem 3 razy zeby zapamietac jak najwiecej z naprawde bardzo madrego i ujmujacego opisu sytuacji i towarzyszacych jej emocji. dlaczego ze wzruszeniem? poniewaz za miesiac spodziewamy sie naszej malej cudownej coreczki. wiecej chyba nie trzeba mowic… pozdrawiam serdecznie!

    Komentarz | Grudzień 1, 2007
  • groszek

    Ja też bardzo się wzruszyłam, chociaż osobiście po urodzeniu się Maksa też nie pytałam -dlaczego?, łzy ciekły mi po twarzy,ponieważ wiedziałam, że dla Niego pewne rzeczy będą niedostępne, pewne wybory -zamknięte, pewne sytuacje niezrozumiałe…
    Czym na to zasłużył?
    Na pewno Jego narodziny otworzyły nam oczy na inny świat, nie wiem czy to Holandia, ale nie tęsknię za Włochami!

    Komentarz | Styczeń 19, 2008
  • armadia

    och, dopiero teraz wiem, co tak naprawdę kryje za sobą ta tajemnicza Holandia wg Lisków.
    Lisu, świetnie to napisaleś, Lusi -masz wspaniałego męża, Pawełku, Marcinku macie wspaniałego tatę!!!
    Życzę Wam wspaniałej podróży po Holandii pełnej przygód i ciekawych ludzi.

    ps. Dobrze, że się gdzieś między Rotterdamem a Amsterdamem spotkaliśmy;)

    Komentarz | Styczeń 27, 2008
  • Armadio, najmilsza. My również niezmiernie się cieszymy. Widzisz tak to Marcinek wysłał nas w podróż, podczas której spotykamy niesamowite osoby których pewno w innych okolicznościach nie mielibyśmy szansy poznać.
    Mamy szczerą nadzieję, że pomimo odległości kiedyś się spotkamy w „realu” i chłopcy będą mogli wspólnie podokazywać 😉

    Komentarz | Styczeń 27, 2008
  • … Odjęło mi mowę … nigdy czegoś takiego nie przeczytałam, nigdy.
    Dziękuję. To wspaniale że jesteście.

    Komentarz | Marzec 7, 2008
  • Szalona Ula

    Kochani….
    Jesteście WSPANIALI…Co tam Holandia i inne kraje,tam ojczyzna gdzie chleb,tam szczęście gdzie miłość i Wasze wspaniałe dzieci.Zaślubiajcie się codziennie od nowa.Miłość pokona i zwycięży wszystko.Tulę Was do serca z czułością.Jutro znów do WAS wpadnę..Szalona Ula

    Komentarz | Kwiecień 25, 2008
  • […] Pozostaw swój ślad w postaci komentarza bądź wpis w księdze gości.A tutaj przeczytasz jak i dlaczego powstała ta strona. […]

    Pingback | Czerwiec 22, 2008
  • nefre

    Tak właśnie, Holandia ma przecież wiatraki i tulipany, ma też Rembranta… :))))
    trzeba tylko chcież to zauważyć, a wiem jak czasem może być ciężko z patrzeniem…
    śliczny tekst, posłałam mamie, niechaj poczyta sobie 😉

    Komentarz | Wrzesień 28, 2008
  • agatka

    jak czytałam, to przypomniałam sobie co opowiadał mój mąż jak się czuł po urodzeniu Szymka, coś jest w tym, że ludzie są silniejsi niż im się wydaje.

    Komentarz | Październik 2, 2008
  • Agnieszka

    Niesamowite szczęście, że Lusi i Liski Dwa mają Ciebie. Przeczytałam i mam łzy w oczach… Ogarnęło mnie takie samo uczucie, jak kiedyś, gdy po urodzeniu dziecka (będąc jeszcze z ‚ojcem’ dziecka) gratulowałam samotnemu ojcu dziecka niepełnosprawnego. Miałam wtedy takie samo uczucie jak teraz…

    Kiedyś zadawałam sobie pytanie, czemu płeć przeciwna(np. mój ‚mąż’?!) nie radzi sobie z trudem sytuacji i porzuca rodzinę wraz z dzieckiem wg.niego ‚niedoskonałym’… Dlaczego nie sprosta trudom wychowania go, nie pocieszy matki dziecka, nie doda otuchy… Dlaczego mówił ‚nie spodziewałem się narodzin ‚chorego’ dziecka, a nie podkreślał, że: ‚Miłością do siebie, do dziecka wszystko przezwyciężymy’.

    Może trzeba mieć odwagę, ale na pewno trzeba mieć wielkie serce…

    Powodzenia, zdrówka życzę!

    Komentarz | Luty 16, 2009
  • niby proste… a tak trudno na to wpaść 🙂 ogromna mądrość i miłość. ja też – od 2 miesięcy – odkrywam swoją Holandię, piękna jest 🙂 serdecznie Was pozdrawiam Liski

    Komentarz | Maj 7, 2009
  • Marta

    A ja właśnie otarłam łzy po stracie Włoch i zaczynam rozglądać się i doceniać piękno wiatraków…

    Komentarz | Marzec 23, 2010
  • Paulina

    ja rowniez przeczytalam ze wzruszeniem. podziwiam i zazdroszcze sily i odwagi.
    pozdrawiam serdecznie,
    Paulina

    Komentarz | Sierpień 27, 2010
  • Dziękujemy. Takie słowa wiele dla nas znaczą.

    Komentarz | Sierpień 31, 2010
  • Zuzia

    Dziękuję! Dzięki Wam Świat jest jeszcze piękniejszy! I to dla Was taki ma być!

    Komentarz | Wrzesień 20, 2010
  • Dziękujemy serdecznie za tak piękne słowa. Takim staramy się go czynić chyba wszyscy 🙂

    Komentarz | Wrzesień 23, 2010
  • Marysia

    Dzięki takim blogom jest nam – rodzicom którzy są na początku tej trudnej drogi troszkę łatwiej. Dzięki za to

    Komentarz | Kwiecień 19, 2012

RSS dla komentarzy do tej pocztówki. TrackBack URL

Skomentuj

Design: TheBuckmaker.com WordPress Themes tailored by magura 4 pocztowki.tk